niedziela, 23 marca 2014

Rozdział 81

KOMENTUJESZ = MOTYWUJESZ!


Gdy dojechali na miejsce Riker kazał Rossowi i Laurze iść jak najszybciej się przebrać z tych mokrych i brudnych ubrań, para zrobiła to najszybciej, a Stormie wraz z Rikerem udali się do kuchni z zamiarem zrobienia jedzenia i ciepłej herbaty.
Laura szybko wskoczyła do łazienki i wzięła prysznic, Ross nie chcąc tracić czasu zrobił to samo w drugiej łazience. Czyści i ciepło ubrani zeszli do salonu. 
- Kochani nareszcie jesteście! Pokażcie się.
-Boże kochany Rossiu twój nos. - Krzyknęła przestraszona, Stormie i przyłożyła mokrą ścierkę do nosa chłopaka, z którego nada lekko sączyła się krew. 
- Lau, a z tobą jak? Dobrze sie czujesz, nic cie nie boli? - Brunetkę pytaniami zasypywała Rydel z Vanessa. 
- Nie, jest wszystko... Wszystko ok. - mówiła załamującym się głosem. Nie chciała myśleć o tym, co się tam wydarzyło, w tym momencie jej marzeniem było zresetować sobie pamięć. 
- No jakoś Ci nie wierze, a poza tym nie umiesz kłamać. - Zauważyła siostra Laury. 
- Dziewczyny myślę, że ona nie chce o tym mówić proszę dajcie jej spokój.- do konwersacji dołączył się Riker
- Dziękuje. - Powiedziała brunetka i przytuliła narzeczonego swojej siostry. 
- Nie ma sprawy mała, ale wiesz, że będziecie musieli opowiedzieć o tym na policji.
Jesli opowiecie też nam, będzie wam łatwiej. - Powiedział blondyn odwzajemniając gest i gładząc dziewczynę po włosach. 
- Tak, masz racje bracie. - w tym momencie do salonu wszedł Ross przyciskając do nosa lód. Był w opłakanym stanie. Ciało posiniaczone, rozcięta warga i łuk brwiowy i siny nos. Wszyscy usiedli na kanapie, a para zaczęła opowiadać całe zdarzenie, na samo wspomnienie o tym wszystkim dziewczynie popłynęły słone łzy z oczu kapiąc na jej dłoń, którą zraniła wtedy szkłem. Ross widząc to postanowił pominąć moment z tym, co ten idiota zrobił jego ukochanej. Każdy z członków rodziny wysłuchiwał się ze szczególną uwagą. 
- Ja pierdole!! Zabije skurwysyna! - Rikerowi puściły nerwy, a Laura nie chciała myśleć, co by to było gdyby Ross opowiedział pełną wersje. Jednak Ratliff'owi coś nie grało, a mianowicie, dlaczego brunetka tak starała się ukryć lewą rękę. 
- Laura, a co Ci się stało? - zapytał wskazując palcem na jej rękę. 
- Ymmm nic, po prostu jak uciekaliśmy to upadłam i sobie na kamieniu zdarłam. - Odpowiedziała lekko wystraszona.
- Na pewno? Jakoś nie mogę w to uwierzyć. - Brunet stawał się coraz bardziej podejrzliwy. 
- No to lepiej uwierz! Upadłam tak! - Dziewczyna unosiła się coraz bardziej. 
- Kochanie proszę daj jej spokój. Wystarczy tego stresu na dziś - Rydel upomniała swojego chłopaka i wtulila się w jego ramiona. 
- Pewnie jesteście bardzo zmęczeni, to dla nas wszystkich był strasznie ciężki czas. Może idźcie już spać - powiedział Mark. 
Mężczyzna bardzo przejął się całą tą sytuacją ze swoim synem i jego dziewczyną. Ogólnie był bardzo troskliwym ojcem. Jak powiedział wszyscy tak zrobili.
Rocky i Ryland poszli do siebie, Ell do Rydel, Vanessa i Riker poszli do swojego pokoju i swojego dziecka, a Ross i Laura do pokoju Rossa. Owa para miała sobie dużo do wyjaśnienia. Oboje zdawali sobie sprawę, że czeka ich bardzo ciężka rozmowa.
Para weszła do pokoju. Oboje wiedzieli, że muszą porozmawiać, ale żadno z nich nie miało pojęcia jak zacząć. Blondyn podszedł do drzwi i zamknął je dyskretnie na klucz w razie gdyby ktoś z rodzeństwa chciało im poprzeszkadzać. Laura stała odwrócona do chłopaka tyłem, więc ten cicho podszedł i stanął przed nia. Chwycił najdelikatniej jak tylko potrafił jej dłoń i spoglądał na podłogę. Po prostu nie potrafił spojrzeć jej w oczy. Bolało go to, co zrobiła, a świadomość, że zrobiła to po to by był bezpieczny nie dawała mu żyć. 
- L-l-l- aaura - jąkał sie
- Ko-ko-chaanie... jaaa.. Proszę, ychhh... - Blondyn nie potrafił się wysłowić. Wiedział, co ma powiedzieć, ale nie wiedział jak obrać to w słowa. Brunetka nie mogła patrzeć jak się meczy, wyrwała swoją dłoń z uścisku chłopaka, co go bardzo zasmuciło. Bał się, że dziewczyna zaraz ucieknie. Laura leciutko złapała w swoje obie dłonie poobijaną twarz chłopaka zmuszając go przy tym, aby spojrzał jej w oczy. Dziewczyna uśmiechnęła się do ukochanego i pocałowała go w lekko spuchnięty nosek, a później w czółko. Gdy skończyła przytuliła go do swojej piersi. 
- Juz dobrze kochanie, juz jest dobrze. - Mówiła płacząc.
Wiedziała, że Ross też płacze, bo czuła jego łzy na swoim karku. Niektórzy myślą, że jeśli chłopak płacze to jest baba, ale to nie prawda. Okazywanie uczuć jest dowodem prawdziwego męstwa. 
- Juz kochanie, cichutko. - Gładziła go po jego blond czuprynie nadal przytulając. 
- Chodź usiądziemy. - Pociągnęła chłopaka w stronę łóżka i oboje usiedli naprzeciw siebie. Podczas tej czynności Ross cicho jęczał, gdyż był cały pobity i w siniakach. 
- Laura, ja Cię tak bardzo przepraszam! To wszystko moja wina! - Blondyn ciągle się obwiniał roniąc przy tym coraz więcej łez. 
- Nie słońce. To w żadnym wypadku nie jest twoja wina i nie waż się obwiniać! 
- Laura kucneła przy Rossie i otarła kciukami jego łzy spływające mu po policzkach. 
- NIE. Ty zrobiłaś to dla mnie. Słyszałem twój krzyk. Widziałem wszystko. To było nieodpowiedzialne, co zrobiłaś. Wiem, że strasznie Cię bolało, a ja nie mogłem nic z tym zrobić, nie mogłem Cię obronić. 
- Ross, nie wybaczyłabym sobie, że coś Ci się stało, że mogłam Cię stracić.
- Wiesz, wolałbym cierpieć największe katusze, niż patrzeć jak ten SKURWYSYN robi Ci krzywdę, albo mieć świadomość, jaki straszny ból towarzyszył Ci przy tym wszystkim. - Chłopak był zrozpaczony tym wszystkim. 
- Proszę, nie wspominajmy już o tym. Było minęło, teraz tylko proszę Cię o wybaczenie i marzę o zresetowaniu pamięci.- Laura delikatnie się uśmiechnęła.
- Wiesz? Dobrze wybaczę ci, ale pod jednym warunkiem.
- Jakim? - Zapytała.
- Takim, ze pójdziemy do lekarza na badania. - Dobrze słoneczko. Dla ciebie wszystko. - Dziewczyna uśmiechnęła się tuz przy ustach chłopaka i zaraz po tym czule go pocałowała. Ich pocałunek stawał sie coraz bardziej namiętny i z pozycji siedzącej przeszli do leżącej. Nadal całując sie Laura położyła sie na blondynie a ten cicho jęknął. Brunetka od razu przerwała pocałunek i spojrzała na niego  zatroskana. ·
- Czy coś się stało? 
- Nie, nie kotku. Kontynuujmy. - Blondyn z powrotem chciał wpić się w usta dziewczyny, lecz ona mu na to nie pozwoliła. 
- Nie. Ross przecież widzę
- Ygh, tobie to nic nie umknie. - Powiedział z drobnym uśmiechem wkradającym się na jego usta.
- Troszeczkę wszystko mnie boli, ale się nie przejmuj. - Dziewczyna nie była jednak taka pewna. Poprosiła chłopaka, żeby się podniósł i delikatnie zdjęła jego koszulkę. Jej oczom ukazała się pięknie wyrzeźbiona klata jej chłopaka, jednak coś w niej było nie tak. Mianowicie  brzuszek był posiniaczony, miejsca w okolicy żeber napuchnięte. 
- O Jezu.- Tylko tyle zdołała powiedzieć. 
- Pokaz. 
- Ale co Ty robisz? - Zapytał zdezorientowany. Dziewczyna jednak nie odpowiedziała tylko palcem wskazującym położyła chłopaka na łóżko i zaczęła delikatnie obcałowywać tors Rossa. Nie pozostawiła chyba żadnego skrawka skóry, którego nie uraczyłaby pocałunkiem. 
Rossowi było bardzo przyjemnie, czasem pojękiwał z podniecenia, a czasem syczał z bólu. Ostatnia rzeczą, której teraz chciał, było to, żeby Lau przestała. Po jakimś czasie dziewczyna była wyczerpana. Podniosła głowę i zobaczyła, że Ross już śpi. Ucieszyła się, że swoimi pocałunkami potrafiła uśpić blondyna. Z uśmiechem na ustach położyła się obok Rossa i  delikatnie umieściła swoją  głowę na jego piersi. 
- Śpij spokojnie kochanie.- Szepnęła i musnęła swoimi ustami policzek chłopaka. Koło trzeciej nad ranem Laura zerwała się ze snu cała spocona. Śniło jej się, że Ross nie wybaczył jej tego, co dla niego zrobiła. Przez problem ze snem ubrała się i wyszła z domu. Lokalizacja: Cmentarz, obiekt: grób rodziców, cel: modlitwa i szczera rozmowa.
____________

W KOŃCU MAMY KOLEJNY ROZDZIAŁ, PRZEPRASZAMY ZA NIEOBECNOŚĆ XD

MAMY NADZIEJE, ŻE SIĘ PODOBAŁ ;)

środa, 19 marca 2014

Renia=dobra koleżanka ;')

Serdecznie zapraszam na bloga koleżanki:
http://raurar5opowiadanie.blogspot.com/
Ona dopiero zaczyna i czeka na opinie, blog zapowiada się bardzo fajnie ;))


*****

Wracając do tematu mojego bloga...
Rozdziału jeszcze nie zaczęłyśmy pisać, ale mam nadzieje, że w końcu się to uda...
SERDECZNIE DZIĘKUJE ZA MIŁE KOMENTARZE, WIADOMOŚCI..
ALBO PROŚCIEJ MÓWIĄC DZIĘKUJE, ŻE JESTEŚCIE I MNIE WSPIERACIE!
KOCHAM WAS! ♥
~Renia, która was kocha najbardziej na świecie xd ♥♥

niedziela, 16 marca 2014

**

Heejoo! :D

Taaa pewnie czytaliście komentarze pod ostatnim rozdziałem ;p Mam ubaw z Anonimka, pokazuje jaki ma niski poziom inteligencji, ale co tam :)

Od jutra zaczynam z Patrycją zabierać się za kolejny rozdział, mam nadzieje, żę do końca następnego tygodnia zostanie dodany :) 

Korzystając z okazji, chcę was serdecznie zaprosić na mojego drugiego bloga, którego również prowadzę z Patrycją, nie ma nic tam związanego z Raurą, Raią itd.. :) 

link: http://cantletyoupassmeby.blogspot.com/



Jeszcze brakuję nam koło 9tyś do 100.000 wejść na bloga <3 

Jesteście wspaniali! Kocham was! 

~Renia



niedziela, 9 marca 2014

Rozdział 80 cz 2.

Komentujesz = Motywujesz 
 <notatka na dole...WAŻNA>

Chłopcy zaczęli sie bić, w pewnym momencie, Taylor niefortunnie popchnął Ross'a który upadł uderzając tyłem głowy o podłogę. 
Poczułem ogromny ból z tylu głowy, usłyszałem głos Laury. 
-Ross!!!
Słyszałem jej krzyki i zemdlałam. Nie wiem ile byłem nie przytomny, nagle zobaczyłem białe światło, zaczęło mi się wyjawiać, co raz więcej szczegółów. Okazało się, że byłem przed halą koncertową, w której mieliśmy zagrać koncert za kilka dni. Z hali ktoś wychodził, przyjrzałem się sie bliżej to był Riker a zaraz za nim Rydel, Rocky, Ratliff i.... Ja?!, Przecież to nie możliwe! Ja stoję tu a nie tam!. Chwilę, skoro ja jestem tu, a tam też, to jest wizja. Teraz wiem, co się wydarzy za kilka dni!. Postanowiłem się przyjrzeć temu bliżej, nagle ten drugi ja rzucił gitarą o ziemie i zaczął popychać Riker'a. Co ja wyprawiam? Chyba z złej atmosferze moja kopia wsiadła do autobusu z resztą zespołu i odjechała. Przed oczami pojawiła się mgła, która nagle znikła teraz widziałem nasz autobus jadący dosyć szybko przez nie oświetloną drogę. To, co zobaczyłem mnie przeraziło, oni..., oni się... rozbili autobusem?!.  I to przeze mnie, bo ja sie z nimi wykłócałem?!. Nagle wszystko zniknęło, zrobiło sie czarno. Odzyskiwałem przytomność
-Ross, słyszysz mnie?!- Krzyczała Laura.
Ross otworzył oczy, i mnie przytulił. W czasie, gdy mój chłopak leżał nie przytomnie, Taylor przestraszył sie i uciekł. Ross był wyraźnie podenerwowany.
-Ross odezwij się?!
-Przepraszam cię!, to wszystko moja wina!, to ja mu odbiłem dziewczynę!.
-Kochanie, to było dawno. Uspokój się musimy się z tond wydostać
-Słuchaj miałem wizję... - Opowiedziałem dla Laury cały swój świadomy sen.
-Ross, nigdy do takiego czegoś nie dojdzie rozumiesz?!
-Ale Laura...
-Niema żadnego, ale! Rusz się trzeba wracać do domu.
Podniosłem się z ziemi, zaczęliśmy z Laurą szukać wyjścia. Trochę nam to zajęło, po jakimś czasie znaleźliśmy drzwi, ale były zamknięte na oko widoczną starą kłódką. Wziąłem ciężką metalową rurkę i uderzyłem w nią z całej siły. Na nasze szczęście kłódka się otworzyła. Wyszliśmy na zewnątrz było strasznie ciemno nie wiedzieliśmy, która godzina, ale kojarzyłem to miejsce tylko nie wiedziałem skąd.
-Laura, ja znam to miejsce!
-Wiesz gdzie jesteśmy?!·
-Czekaj, chodź na tamto wzgórze.
Weszliśmy na wysoką górką, tak jak się spodziewałem po drugiej stronie było jezioro. Już wiedziałem gdzie jesteśmy.
-Laura, kochanie wiem gdzie jesteśmy. Widzisz tamto jeziorko z lampami?
-Tak.
-Jeździliśmy tutaj z rodzicami jak byliśmy mali. Z tego by wychodziło, że to jest stary tartak. Bardzo stary. Kochanie, jeśli pójdziemy wzdłuż tej drogi dojdziemy do stacji paliw. Z 
stamtąd zadzwonimy do domu, numer znam na pamięć.
-Więc, na co czekamy?·-Wiesz jest drobny problem to bardzo daleko. Samochodem to jakieś trzydzieści minut się jechało.
-Po drodze możemy się zatrzyma
ć i przespać, co ty na to?
-Dobrze, chodźmy.
Siedzieliśmy w salonie odchodząc od zmysłów, gdzie jest Ross i Laura. Postanowiliśmy ich poszukać w miejscach gdzie często chodzili. Mieliśmy małe szanse, bo dochodziła dwunasta w nocy, ale to mój brat nie obchodzi mnie nic ja go muszę znaleść!
-Idziemy!
-Riker gdzie jest dwunasta! - Zapytali rodzice.
-Słuchajcie to mój brat, nie wiem jak wy, ale ja go jadę szukać!
-Jadę z tobą - Stwierdził Ratliff.
-I ja. - Tym razem Rocky.
-Wszyscy jedziemy, prócz Vanessy i Rydel, one zostaną z Rachel na wypadek jak by wrócili.
-Dobrze - Dziewczyny nie zaprzeczały.
-Pojedziemy na dwa auta. Ja, Ratliff i Rocky w jednym a wy z Diego drugim okej?!
-Dobrze synu, tylko gdzie jedziemy?
-Najpierw do parku, przed ulubiony klub muzyczny Ross'a, na to kamienne wzgórze i na polane. Tylko tam chodzą.
Wszyscy przytaknęli.
Wyszliśmy z domu, odpaliliśmy samochody i ruszyliśmy w drogę, w przeciągu niecałej godziny objechaliśmy wszystkie wyznaczone przeze mnie miejsca i nie znaleźliśmy ich. Zaparkowaliśmy na parkingu przed sklepem i wysiedliśmy z samochodów, aby się naradzić.
-Nigdzie ich niema synku.- Powiedziała Stromie przez łzy.
-Spokojnie mamo, posłuchaj znasz jeszcze jakieś miejsce, do którego lubił chodzić bądź jeździć?
-Nie!
-Pomyśl proszę.
-Czekaj, Riker pamiętasz to jezioro, na które jeździliśmy, co roku?, Ostatnio jak rozmawialiśmy z Ross'em wspominał o nim, że chciałby tam zabrać Laure na randkę. - Wspomniał Ratliff.
-Tak, na randkę o północy geniuszu? - Powiedział sarkastycznie Rocky
-Czekaj sprawdźmy to!.
Ponownie wsiedliśmy do aut i udaliśmy się w stronę naszego ulubionego jeziora.
W czasie, gdy rodzina i przyjaciele szukali pary, zdążyła ona dojść do nie całej ćwiartki z ich drogi. Byli zmęczeni głodni i wyziębieni. Mieli na sobie lekkie ubrania. Laura krótką sukienkę a Ross jedynie spodnie i podkoszulek. Nie dali rady dalej iść, postanowili położyć się na mchu. Leżeli na dość ostrym zakręcie wtuleni w siebie. Nie liczyli na niczyją pomoc...
-Laura?
-Tak?
-Przepraszam, całe życie tylko przeze mnie cierpisz.
-Nie prawda kochanie, nie waż się tak mówić.
-Praw...
Laura położyła palec na moich ustach.
-Ciiii.!!, Słyszysz?
-Co?
-Nic, chyba sowa.
Ross i Laura w jednakowej pozycji leżeli dość długi czas, lekko zaczął im doskwierać sen. -Riker, patrz!
-Nie strasz mnie cholera!, co!
-Stój zatrzymaj się!, to oni.! -Wrzasnął Rocky.
Gwałtownie zahamowałem, a rodzice za mną. Wybiegłem z auta w kierunku rzekomo naszej szukanej pary. Po kilkunastu metrach zauważyłem że to faktycznie oni!. Pobiegłem ile sił w nogach i oboje ich przytuliłem. 
-Riker,?
-Tak Ross to ja.
-Zimno.
-Cholera, ile już tak leżycie?
-Nie mam pojęcia pół godziny, może więcej.
-Wstawajcie.
Para posłusznie wstała, byli bladzi i lodowaci.
-Masz, moją kurtkę i bluzę Ross.
-Dziękuję. 
-Rocky daj kurtkę i bluzę.- Poprosił Riker.
-Już.
-Proszę Laura.
-Dziękuję.
Wszyscy poszliśmy w stronę auta. Rodzice i Diego zaczęli biec w naszą stronę. Wszyscy się cieszyliśmy, że ich znaleźliśmy, wziąłem Ross'a i Laure do naszego auta razem z Rocky'm i Ell'em, i pojechaliśmy w kierunku domu...

CDN :)
__________________
To jest ostatni rozdział napisany przez Kasię... 
Postanowiłam dać Kasi trochę czasu, gdyż w pewnym sensie nie wywiązywała się z roli i odchodzi na jakiś czas..
Zastąpi ją Patrycja(Pysiek) i może się wam to nie podobać, ale taka moja decyzja i jej nie zmienię! Jasne? I Nie obrażajcie ani Kaśki, ani Patrycji! 
Rozdziały postaramy się dodawać razem z Patrycją dość regularnie :)
Pozdrawiam i życzę miłej nocy ! <3 ~Renia

niedziela, 16 lutego 2014

Rozdział 80 Cz. 1

Komentujesz = Motywujesz !

Rozdział zawiera scenę 18+ :D

Biegłam cały czas przed siebie, gdy usłyszałam za sobą krzyk Ross'a.
-Laura, stój!
Nie zamierzałam się zatrzymywać.
 Biegłem za Laurą, nie powiem miała dobrą formę fizyczną, była spory kawałek drogi przede mną, ale uliczka była oświetlona i widziałem jej sylwetkę. Nagle zza drzewa pojawiła się druga postać. 
Laura biegła przed siebie, co sił w nogach mijając kolejno drzewa.
W pewnym momencie poczułam coś na ustach okropny zapach, pieczenie w gardle, zakręciło mi się w głowie i straciłam przytomność.
Laura upadła.
Adrenalina mi podskoczyła, momentalnie przyspieszyłem, pobiegłem do niej i padłem na kolana. Moja dziewczyna była nie przytomna. Wystraszyłem się wziąłem jej głowę na kolana.
-Laura wstawaj, obudź się proszę!
-To ci nic nie da Ross.
Odwróciłem się. Widok tego człowieka rozbudził we mnie złość. Gdyby nie to, że teraz Laura była nie przytomna i to że jestem opanowany już dawno bym go zabił.
-Taylor!
-Witaj Ross, co tam i twojego brata, jak rana postrzałowa?
-Coś ty jej zrobił?!
-Spokojnie to tylko wacik i trochę substancji odurzającej.
-Zabije cię zobaczysz, teraz najważniejsza jest dla mnie ona.
-Nie na długo.
-Co?!
Ross ponownie odwrócił się w stronę Taylora, niestety z bardzo bolesnym skutkiem. Taylor kopnął blondyna całą siłą w twarz, usłyszeć było można jakiś trzask. Ross leżał kilka metrów dalej. 
-Wstawaj, dżentelmenie!
Podniosłem się z ziemi ledwo na nogach, ale adrenalina zrobiła swoje i po chwili byłem pełny woli walki. Wyplułem krew, która spływała mi z nosa do gardła i po części kapała na ziemię.
-Co myśmy ci zrobili?!
-Dużo Ross, dużo!
Napastnik pobiegł do Rossa i wymierzył cios w twarz, na co brązowo oki ledwo utrzymał się na nogach. Nastąpiło kilka takich ciosów, chłopak próbował się bronić, ale Tay poduczył się kilku skutecznych ciosów. Ostatecznie upadł na ziemie cały zakrwawiony, a nad nim staną Tay z wacikiem nasyconym substancją odurzającą.
-Pozwól, że zmniejszę ci ból.
Tay przyłożył mi coś na twarz, nie miałem już siły się bronić. Leżałem bezwładnie, czułem tylko ból, który zniknął po pojawieniu się niezbyt miłego zapachu. Zobaczyłem ciemność i zemdlałem.
Taylor wiedział, co robi, kilka metrów za drzewem stał jego duży samochód. Jako pierwszą z ziemi podniósł Laurę, położył ją na podłodze swojego busa, wyglądającego jak auto dostawcze.
Związał jej ręce, zatkał usta i na koniec sznurem związał też nogi na wysokości kostek. Gdy uwinął się z Laurą, zabrał się za Rossa. Podniesienie go sprawiło mu trochę wysiłku, ponieważ był cięższy od Lau, ale także lepiej zbudowany. Przeniósł go do busa i powtórzył czynności te same, co z jego dziewczyną.
-Mam was zakochane gołąbeczki- powiedział sam do siebie. 
Podczas gdy Tay wcielił w życie swój plan, niczego nie świadomi Rodzice, Riker, Vanessa, Rocky, Paula, Ryland, Monika, Ellington, Rydel i Diego urządzili sobie małą imprezę. Dziecko spało spokojnie na górze, po nakarmieniu przez Van. Wszyscy bawili się w najlepsze, oczywiście był również alkohol, ale w bardzo małej ilości. Po kilku godzinach, gdy dochodziła już dwudziesta trzecia, Rocky zauważył długą nieobecność Rossa, który z ich przewidywań powinien przyjść z Laurą. Rocky zapytał się imprezowiczów gdzie ich najmłodszy blondyn, niestety wszyscy zamarli, nikt nie wiedział gdzie są. Riker postanowił wysłać sms'a do brata. 
-"Ross gdzie jesteście? Jest z tobą Laura?"
Po wysłaniu sms'a minęło kilka minut, ale odpowiedzi wciąż nie było. Wszyscy zaczęliśmy się martwić, jako najstarszy z rodzeństwa zacząłem się zastanawiać, czy może coś się nie stało. Wiedziałem, że Ross jest odpowiedzialny, tak samo jak i Laura, ale nigdy wcześniej nie odstawiali takich akcji, a jak odstawiali to się odzywali. Wziąłem ponownie telefon w dłoń, tym razem postanowiłem zadzwonić, kilka sygnałów i nic. Próbowałem kilka razy, ale bez celowo. 
Podczas gdy w domu Lynchów, się zastanawiali gdzie są Ross i Laura, Taylor przewiózł parę do małej hali oddalonej sporo od ich miejsca zamieszkania. 
Ocknąłem się, wszystko mnie bolało miałem na sobie sporo krwi. Laura leżała koło mnie, jeszcze nie zdążyła się ocknąć. Postanowiłem spróbować ją wybudzić
-Laura wstawaj, kochanie!
-Nic ci to nie da Ross dostała silniejszą dawkę, niż ty.
-Zobaczysz ja cię kiedyś zabije!
-Nie kochany mylisz się, to ja cię zabije. Po tym jak odbiłeś mi laske, nie wiesz, co przeżywałam! Nie wiesz jak mi na niej zależało, odbiłeś mi moją pierwszą dziewczynę!
-To było koło pięciu lat temu?!
-Niee Ross to ciągnie sie do dziś!
Taylor wyciągnął pistolet zza siebie i zaczął mierzyć w Ross'a.
-Niee!! - Nagle usłyszeli głos.
-Laura, kochanie!
-O, jakie to słodkie, szkoda, że ona jest na ciebie zła  Ross, to już koniec przegrałeś tę grę!
Taylor już miał nacisnąć spust broni, ale coś mu na to nie pozwoliło.
-Taylor proszę cię zrobię wszystko, tylko go nie zabijaj.
-Laura, co ty robisz?- Zapytał Ross.
-A zamknij się. - Tay zakleił usta blondynowi.
-A, więc mówisz, że zrobisz wszystko.?
-Tak!
-Jest tylko jedna rzecz, która mogłaby sie równać z tym, co przeżyłem. Oddasz mi się?
Oby dwoje usłyszeli jak Ross próbuje sie wyrwać, i coś krzyczeć, ale miał taśmę na ustach i był związany grubym sznurem.
-Oddam ci się.- Powiedziała ściszonym tonem.
-Nie wierzę, że zrobisz to dla niego?
-Zrobię, bo go kocham!
-Świetnie. 
Taylor podszedł do Laury, podniósł ją z ziemi i położył tyłem do siebie na masce samochodu. Jednym szybkim gestem odpiął pasek od spodni, i je z siebie zsunął. Następnie mocnym szarpnięciem w dół zdjął krótką sukienkę Laury. Odwrócił ją do siebie.
-klękaj, najpierw sie zajmiesz nim!
Laura posłusznie uklękła, mając łzy w oczach, bo wiedziała, co sie zaraz stanie. Tay ściągnął bokserki, na co brunetka nie zareagowała pozytywnie. Pierwszą myślą w jej głowie było to jak on się zmieści w jej krainie rozkoszy. Ross miał spory sprzęt, ale Taylor go przebijał!. 
-Lepiej się postaraj, bo go zabije!
Laura wzięła go do buzi, zaczął wykonywać mocne i silne ruchy.
Z każdą chwilą zwiększał tempo, myślałam ze sie tym udławię. Nagle przestał sie ruszać i go wyciągnął. Odwrócił mnie tyłem do siebie i bez żadnej gry wstępnej zaczął sie wciskać do wnętrza. W pewnej chwili się wycofał, myślałam ze odpuścił, ale sie myliłam wykonał bardzo mocne pchnięcie. Zaczęłam krzyczeć i sie wyrywać, czułam okropny ból, którego nie da sie opisać.
-Spokojnie, to jest połowa mojego sprzętu!
Wycofał się ponownie, i z całej siły, najmocniej jak potrafił wbił się we mnie. Teraz poczułam go całego, chyba dobijał się do końca. Z każdym jego ruchem wszystkie mięśnie mi się spinały, myślałam że mnie rezerwie. Taylor poruszał sie we mnie w zabójczym tempie, szybko doszedł lądując we mnie ogromne ilości spermy, jego penis zaczął pulsować, czułam to. Właśnie wtedy dostałam orgazm, którego nie potrafiłam opanować. Zrobiło mi sie ciemno przed oczami, zaczęłam cała drzeć i jęczeć, wijąc się pod Taylorem. 
Tay, skończył swoje dzieło rozwiązał Laurę i wyszedł się umyć. 
Wszystko mnie bolało naciągnęłam na siebie sukienkę, wzięłam kawałek szkła i przejechałem po ręce. Zauważyłam, że Ross ma łzy w oczach, szybko do niego podbiegłam i go rozwiązałam, zrywając również taśmę z ust.
-Kochanie, dlaczego to robisz?!
-Ross, przepraszam ja nie chciałam, ale ja się tak o ciebie bałam.
-Już dobrze.
Przytuliłem Laurę, gdy usłyszeliśmy kroki.
-Wiedziałem, że tak postąpisz, że go uwolnisz.
-Zrobiłam, co chciałeś teraz nas puść!
-Chyba żartujesz!
- Zabiję cię Taylor!- Ross skoczył do bruneta.
Chłopcy zaczęli sie bić, w pewnym momencie...

CDN :)

*********************
Rozdział pisała Kasia... 
Właśnie zaczęłam oficjalnie ferie :D Mam nadzieje, że podczas tych dwóch tygodni nadrobię zaległości na blogu :) ~ Renia

sobota, 8 lutego 2014

...

W związku z falą hejtów na poczcie dotyczących mojej osoby, mojego pisania, myślę nad zawieszeniem chwilowo bloga.
Wiem, że parę OSB będzie załamanych, ale obiecuje, że się jeszcze zastanowię...


~Renia

poniedziałek, 3 lutego 2014

Rozdział 79

Ze specjalną dedykacją dla Patrycji (Pysiek), która cały czas pytała o rozdział i niestety nie dotrwała do końca, ale powinna wiedzieć, że gdyby nie ona tego rozdziału by nie było tak szybko.
Kocham Cię! ♥ 
~Renia

******************

Od razu mówię, że rozdział nie zalicza się do Najlepszych...

Komentujesz = Motywujesz

Obudziłam się przed dziewiątą, wyciągnęłam z szafy krótkie spodenki, bluzkę na ramiączkach i poszłam do łazienki, potem wykonałam wszystkie poranne czynności i zeszłam na dół udając się od razu do kuchni z zamiarem zrobienia sobie śniadania, chociaż w ogóle nie wiedziałam, na co mam ochotę, ale po krótkim czasie namysłu doszło do mnie, że zjadłabym naleśniki z nutellą i bitą śmietaną. Wyjęłam wszystkie potrzebne składniki i zaczęłam robić ciasto, a potem smażyć. Naleśniki były usmażone po dziesięciu minutach i pozostało mi tylko posmarować je czekoladą i nałożyć bitą śmietanę. Ogarnęłam kuchnie i poszłam do salonu, włączyłam telewizor i zaczęłam jeść, szukając jakiegoś dobrego filmu, oczywiście jakżeby inaczej nic ciekawego, ani godnego zawieszenia oka nie znalazłam.
Ross cały czas próbował się do mnie dodzwonić, ale bezskutecznie, gdyż cały czas odrzucałam połączenia. Nie miałam ochoty z nikim rozmawiać, a tym bardziej widzieć, chciałam nadzwyczajnej świecie pobyć trochę sama.
Moje plany na dzisiejszy dzień to pójść na cmentarza do rodziców, potem na zakupy spożywcze, jak i ciuchowe, a wieczorem się zabawić, czyli pójść do klubu na imprezę.
Tymczasem w domu Lynch’ów wszyscy byli już dawno po śniadaniu, Rodzice razem z Diego byli tak zafascynowani dzieckiem Rikera i Van, że nie zauważyli, że Ross jest zdenerwowany i cały czas próbuje się dodzwonić do Laury, ale bezskutecznie…
Ross postanowił wybrać się do niej. Kiedy chłopak wychodził, Laura również właśnie wychodziła z domu zostawiając swój telefon na szafce w korytarzu.
Doszedłem do domu Vanessy i Laury po nie całych dziesięciu minutach, okna były otwarte, więc Laura musiała być w domu, albo wyszła gdzieś na chwile.
Zadzwoniłem do drzwi, ale nikt się nie odezwał, postanowiłem zrobić to jeszcze raz, niestety dalej nie uzyskałem odpowiedzi, postanowiłam wyciągnąć telefon, wybrałem numer telefonu do Laury, po chwili usłyszałem znajomą mi piosenkę zza drzwi, to był telefon Laury!
Telefon był w domu, więc ona też musiała tam być, przecież księżniczka nie rusza się bez niego.
-Laura! Wiem, że tam jesteś! Otwieraj, albo te pieprzone drzwi zostaną rozwalone, a dobrze wiesz, że jestem do tego zdolny. Prawda?
Zaś nie uzyskałem odpowiedz, już miałem zamiar kopnąć w te jeb** drzwi, gdy nagle usłyszałem znajomy mi głos, to była dobra sąsiadka dziewczyn.
-Ross! Uspokój się, nie dobijaj się tak, ona wyszła z półgodziny temu!
-Ummm… Przepraszam, a wie może pani gdzie ona jest?
-Niestety nie, ale wczoraj późnym wieczorem rozmawiałam z nią, widać było, żę smutna była, powiedziała, że może przejdzie się jutro, czyli dzisiaj na cmentarz, może to Ci pomoże.
-Dziękuje! Do widzenia!
Pobiegłem szybko w stronę gdzie znajdował się cmentarz, z nadzieją, że spotkam tam moją Laurę
Dziewczyna zapaliła znicze, położyła kwiaty na grób, chwile postała, popłakała i poszła w stronę wyjścia.
Na cmentarzu byłem po krótkiej chwili, szybko pobiegłem do miejsca gdzie byli pochowani jej rodzice, zauważyłem świeże kwiaty i nowe znicze, to musiała być Laura, bo tylko ona przynosi takie kwiaty, musieliśmy się minąć-pomyślałem
Przyszedłem pięć minut za późno…
Nie miałem zielonego pojęcia gdzie ona mogła teraz być, wiec załamany poszedłem do domu, bo co innego mogłem zrobić?
Laura postanowiła, że teraz pójdzie na zakupy do galerii.
Nie chciało mi się wracać do domu, w sumie i tak nie miałam, po co, bo w telewizji jak zwykle nie będzie nic ciekawego nie było, a i tak muszę iść na zakupy, zahaczyłam po drodze o bankomat i udałam się do galerii z nadzieją, że uda mi się kupić coś dobrego i fajnego.
Na zakupy zawsze chodziłam z Rossem albo z innymi, ale dzisiaj w ogóle nie miałam ochoty na towarzystwo Lynch’ów, a co dopiero mojej siostry Vanessy. Zaczęłam łazić po sklepach, ale bardzo szybko z nich wychodziłam, bo nie było nic ciekawego.
Po godzinie zrobiłam sobie krótką przerwę na kawę i ciacho.
Pijąc kawę z daleka ujrzałam na wystawie piękną czerwono-czarną sukienkę, obok niej były czarne szpilki. Wypiłam jak najszybciej kawę, zjadłam ciacho, zapłaciłam i jak najszybciej powędrowałam w stronę tego sklepu. Sprzedawczyni jak tylko weszłam so środka przybyła w moją stronę, najprawdopodobniej zobaczyła, że podoba mi się ta kiecka.
-Dzień Dobry czy mogę jakoś pomóc?
-Dzień dobry! W sumie… To bardzo podoba mi się ta sukienką, czy mogłabym ją przymierzyć?
Sprzedawczyni bardzo szybko zdjęła sukienkę z wystawy i mi ją podała, chwile potem byłam już w przebieralni, wkładając na siebie tą piękną sukienkę. Sukienka była na górze czerwone, a na dole czarna, była ona dość krótka, sięgała przed kolana. Dołem sprzedawczyni podała mi jeszcze te szpilki, założyłam je i wyszłam z przebieralni, żeby zobaczyć się w ogromnym lustrze.  
-Wyglądasz ślicznie- odezwała się pani sprzedawczyni
-To prawda, wyglądasz mega odjazdowo! -Usłyszałam jakiś męski głos
Odwróciłam głowę w stronę mówiącego głosu, ujrzałam wysokiego blondyna o prześlicznych błękitnych oczach, który był ubrany w obcisłe jeansy, koszule w czerwoną kratę i miał czarne Conversy.
-Dziękuje- opowiedziałam po chwili namysłu
-Nie masz, za co dziękować, powiedziałem prawdę, a tak w ogóle to jestem Nathaniel
-Umm… Jestem Laura. Miło mi Cię poznać.
-Mi też bardzo miło… Zaraz, zaraz… Laura Marano?
-Yyy, no tak, czemu pytasz? Znamy się? –Zapytałam zdziwiona
-Jestem Nathaniel Morgan, pamiętasz mnie jeszcze? Chodziliśmy razem do przedszkola, a potem do podstawówki- chłopak się uśmiechnął
Po krótkim zastanowieniu w końcu się odezwałam.
-Nathaniel? To naprawdę ty? To nie możliwe!
-A jednak, mam się wylegitymować żebyś mi uwierzyła? –Chłopak wyszczerzył swoje białe zęby
-Nie, nie musisz, wierze – również się uśmiechnęłam
-To może… To może się dasz zaprosić na lody albo jakieś ciastko?
-Jasne, czemu nie, ale poczekaj chwilkę przebiorę się, zapłacę za sukienkę i buty i możemy iść.
-Okej, czekam przy kasie.
Przebrałam się w normalne ciuchy, poskładałam sukienkę, wzięłam szpilki i udałam się w stronę kasy. Zapłaciłam za wszystko i razem z Nathanielem wyszliśmy ze sklepu.
-To gdzie idziemy? – Zapytałam zaciekawiona
-Na lody, znam pewną dobrą lodziarnie w Kalifornii
-Skoro tak mówisz
Szliśmy koło siebie, cały czas rozmawiając, wygłupiając się oraz wspominając stare dobre czasy. Po półgodzinie doszliśmy do lodziarni przy parku, znałam ją bardzo dobrze, bo często tu bywałam z rodzicami za świętej pamięci. Zamówiliśmy lody i spacerkiem szliśmy w stronę mojego domu.
-Słuchaj Laura, mówiłaś, że chcesz iść gdzieś na imprezę, ale jeszcze nie wiesz gdzie. Tak się właśnie składa, że jestem barmanem w klubie „The Mayan” może przyjdziesz?
-No jasne, czemu nie. Słuchaj tu właśnie mieszkam, wejdziesz czy już idziesz?
-Przepraszam, muszę coś jeszcze załatwić, a za dwie godziny muszę iść do pracy, to, co? Zobaczymy się w klubie?- Zapytał, a potem się leciutko uśmiechnął
-Jasne, Do Zobaczenia!
Nathaniel zanim się oddalił pocałował mnie delikatnie w usta, potem się uśmiechnął i poszedł w swoją stronę, a ja weszłam do środka, zdjęłam buty i glebnełam się na chwile na łóżko.
Nie sądziłam, że to wszystko zajęło mi tyle czasu, było już grubo po godzinie siedemnastej.
Wstałam, zrobiłam sobie herbatę i wróciłam na łóżko, potem włączyłam telewizor i zobaczyłam, że leci powtórka odcinka, w którym grał, Riker czyli „Glee”.
Obejrzałam do końca i potem postanowiłam wziąć kąpiel i zacząć się szykować na imprezę.
Wykąpałam się, wyprostowałam włosy i zaczęłam ogarniać makijaż. Makijaż był gotowy po godzinie, zbliżała się godzina dziewiętnasta, czas by w końcu wyjść, ale zaraz! Przecież ja nie wiem gdzie jest ten cholerny klub, weszłam jak najszybciej w neta i wyszukałam na mapie gdzie znajduje się klub. Był on nie daleko mnie. Wbiłam się w sukienkę, założyłam nowo kupione szpilki, znalazłam małą, ale pojemną torebkę i wyszłam z domu, zamykając drzwi na klucz. Byłam na szpilkach, ale dość szybko doszłam na miejsce. Z dala ujrzałam Nathaniela. Przywitał mnie z ogromnym uśmiechem na twarzy.
-No siemka, jak tam? -Zapytał
- a okej, a u Ciebie?
-Dobrze, zaraz mam przerwę potańczymy?
-Z przyjemnością! Najpierw mi nalej coś dobrego – uśmiechnęłam się
-Robi się- Nathaniel nalał do kieliszka czystą i podał Laurze
Pól godziny później, Nathaniel miał przerwę, Laura była już po paru kieliszkach ale wciąż była trzeźwa, chłopak wziął ją na parkiet i zaczęli tańczyć.
Laura wywijała świetie z Nathanielem, ale ten moment przerwał dzwonek telefonu.
-Czekaj Nathaniel, muszę odebrać - wyjęłam telefon i odebrałam. To był Ross.
-No w końcu odebrałaś, gdzie ty do cholery jesteś?
-W klubie, nie słyszę Cię za dobrze - Nathaniel podszedł do Laury i wyciągał ją na parkiet
-Ross poczekaj chwile!
-Nathaniel poczekaj chwile, nie widzisz, że rozmawiam?
-Dobra, dobra - chłopak poszedł sam na parkiet, a Laura dalej kontynuowała rozmowę
-Ross czego chcesz?
- Z kim ty tam jesteś? Nie ważne. Możemy się spotkać za pół godziny  w parku na naszym miejscu, musimy porozmawiać.
-W prawdzie dobrze sie bawię, ale dla Ciebie mogę zrobić wyjątek, Do zobaczenia! -rozłączyłam się i dołączyłam do Nathaniela, który świetnie sie bawił.
-Nathaniel ja zaraz wyjdę, Ross chciał się spotkać w parku, ale obiecuje Ci, że wrócę.
-No dobrze, poczekam.
Na nie szczęście, całą rozmowę słyszał Taylor.
Potańczyłam jeszcze chwile, ale potem szybko wyszłam z klubu i udałam się w stronę parku.
Miałam dziwne wrażenie, żę ktoś za mną idzie, ale mogło mi się wydawać, bo byłam po paru dobrych kieliszkach.
Doszłam na miejsce wcześniej niż Ross, nagle poczułam, że coś złapało mnie za rękę, i pociągnęło, opierając mnie mocno o drzewo myślałam, że to był Ross, ale niestety się pomyliłam. To był Taylor.
Chłopak zaczął mnie całować, a potem mnie dotykał
-Kiedy wreszcie się ode mnie odczepisz Taylor!- krzyknęłam
-Skarbie powiedziałem Ci, żę nigdy nie odczepię się już od Ciebie! Nigdy! - powiedział i zaczął się śmiać
Taylor zaczął mnie macać i całować, próbowałam się wyrwać, ale byłam od niego niższa i słabsza nie dałam rady, Ross właśnie dochodził do miejsca w którym mieliśmy się spotkać, Taylor zobaczył nadchodzącą postać i jak najszybciej zwiał, a Ross podbiegł do mnie jak najszybciej
-Laura to ty? 
-Ja - zaczęłam płakać
-To był Taylor? Czemu się do cholery nie próbowałaś wyrwać?
-Nie próbowałam? Ross, on jest ode mnie silniejszy, ja próbowałam się wyrwać, ale nie wychodziło mi to!
-Jakoś nie widziałem tego! Co podobało Ci się? Ja Ci już nie wystarczam?  W ogóle jak ty wyglądasz? 
-Ross Przestań !
-Nie wyrywałaś się, bo to Ci się jak widać podobało, Z kim się już puściłaś? Jesteś po prostu zwykłą Kurwą, która puści się z każdym! DZIWKA!
Laura już nie wytrzymała i przywaliła Rossowi z Liścia! Potem zdjęła buty i pobiegła przed siebie.
Bożę! Co za kretyn ze mnie! Jak ja ją zraniłem! Laura Stój!
Nie mogłam uwierzyć w to co usłyszałam od Rossa, Taylor po raz kolejny próbował mnie zgwałcić, a ten mi zarzuca, że w ogóle sie nie broniłam. Nienawidzę go! 
Biegłam cały czas przed siebie gdy...

CDN!

**********

Trolololo :D Napisałam go w końcu, myślałam, że wyjdzie on trochę dłuższy... No ale powinniście się cieszyć, że w ogóle jest, bo wcale nie zamierzałam go tak szybko pisać.. 
W tym tygodniu powinien pojawić się kolejny rozdział <3
Kocham was!
Dobranoc! 
~Renia