piątek, 20 września 2013

YEY!

I MAMY 50 ROZDZIAŁ !

MUSICIE MI UWIERZYĆ ŻE NIE ŁATWO GO BYŁO NAPISAĆ.
KASIA PISAŁA GO Z RESZTKAMI SIŁ ABY WAS NIE ZAWIEŚĆ  !
DOPIERO CO WRÓCIŁA ZE SZPITALA.
NIE MAM POJĘCIA JAK ONA NAPISAŁA TEN NIESZCZĘSNY ROZDZIAŁ, LEDWO CO DAŁA RADĘ, JUŻ CHCIAŁA SIĘ PODDAWAĆ I DOKOŃCZYĆ GO JUTRO, ALE JEDNAK ZROBIŁA WSZYSTKO ŻEBY WAS NIE ZAWIEŚĆ. 
PODZIWIAM TĄ DZIEWCZYNĘ, JAK ONA DAŁA RADE NIE WIEM :/
MUSICIE JEJ PODZIĘKOWAĆ ZA TEN 50 ROZDZIAŁ NIE MI TYLKO JEJ ! 


POZDRAWIAM RENIA ! 


MY WAS KOCHAMY ZA WSZYSTKO ! 



*************************************

PS: KOCHAM TĄ PIOSENKĘ, JEST ZAJE.... <33


Rozdział 50

KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ !

Leżałem, na betonie wszystko mnie bolało, nie mogłem się ruszyć, nic nie słyszałem, widziałem ciemność, bo była noc chciałem zawołać dać jakikolwiek znak ale nic nie mogłem zrobić, poczułem niewyobrażalny ból i nastała ciemność straciłem przytomność.
Riker wstał w nocy bo nie mógł wstać, postanowił że pójdzie do kuchni i się czegoś napije, schodząc po schodach nie zauważył że niema Rossa bo było ciemno, zaszedł do kuchni nalał sobie soku i poszedł do salonu  nie paląc światła usiadł na końcu kanapy zapominając, że Ross tam trzymał zawszę nogi.- o kurczę Ross zapomniałem przepraszam, mocno boli. - Zapytał, ale nie uzyskał odpowiedzi wstał, podszedł na wysokość głowy i odkrył koc Rossa nie było.
 -Vanessa!
-Co?!
-Ross uciekł!
-Jak to uciekł ?!
-Musiał słyszeć moją rozmowę z Rockim cholera.!
-Co teraz robimy?-powiedziała schodząc na dół.
-
Ja go idę szukać

-Pójdę z tobą.
Ubrałam się szybko Riker był już gotowy, wyszliśmy z domu, nawet go nie zamykając bo Rocky, Rydel i Ellington mieli na pewno zaraz wrócić. Wyszliśmy z podjazdu Riker zaczął biec nie wiedziałam po co, klęknął nad jakąś ciemną rzeczą, dotykał jej, nagle przyłożył swoją głowę to tego obiektu, podeszłam bliżej i mnie zamurowało to był Ross, a Riker nasłuchiwał czy jego serce bije.
-Dzwoń po karetkę!
-Już.
-Niema tętna, i nie oddycha!
Karetka przyjechała po pięciu minutach, podnieśli Rossa z ziemi położyli na nosze wsadzili do karetki i zrobili mu masaż serca, odzyskał tętno i oddychał, ale wciąż był nie przytomny. Riker i Vanessa stali oszołomieni tym co się dzieje.
Lekarze wzięli ich ze sobą. W szpitalu Rossowi podali tlen i położyli na salę, pozwolili Rikerowi i Vanessie wejść do niego, na resztę nocy.
 

-Pan Riker Lynch?- zapytał lekarz.
-Tak o co chodzi?
-Chciałbym z panem porozmawiać na osobności.
-Nie mam przed nią żadnych tajemnic Ross tak samo.
-Dobrze więc pan Ross, stracił dużo krwi, ledwo co przeżył i jest na 70% pewne że nie będzie pamiętał ostatnich trzech lat.
-To pewne?
-Niestety tak, przykro mi.
-Dobrze dziękuję za informację.
Gdy Lekarz wyszedł z sali zakryłem twarz rękami i zacząłem płakać, znów przez moją nie uwagę leży w szpitalu i walczy o życie. Vanessa podeszła do mnie i przytuliła, też zaczęła płakać. Ross miał się wybudzić z tego co wiedziałem miał się wybudzić jeszcze dzisiaj.
-Riker wyjdzie z tego, wtedy przeżył, jest silny i oboje o tym wiemy.
-Może i masz rację ale już drugi raz trafił przeze mnie...
-Riker! , nawet się nie waż tego mówić
-Ehh no dobrze ale w duchu i tak wiem swoje.
-To co ty masz w duchu też radzę wywalić.
-Ale..
-Riker nie prowokuj mnie!
-Dobrze- powiedziałem przegrany.
Znów ta sama sytuacja Ross leżał nie mógł się ruszyć, ale wszystko słyszał. Tym razem wiedział co zrobić żeby zebrać w sobie siłę i się wybudzić. Riker siedział koło jego łóżka a Vanessa leżała na przeciwko łóżka Rossa. 
Leżałem, zbierałem siły aby się wybudzić otworzyłem oczy, zobaczyłem że jakiś chłopak siedzi bokiem do mnie i ma zamknięte oczy.
-Riker?- zapytałem bo był podobny do mojego brata.
-Tak Ross to ja, pamiętasz co się stało?
-Nie
Po odpowiedzi Rossa Riker wszystko mu wyjaśnił i przedstawił Vanesse.
-Więc nie wiecie gdzie jest Laura?
-Nie przykro mi.
Dla Vanessy zadzwonił telefon. Riker ją poprosił, alby dała na głośnik, bo to była Laura.
Ross uważnie się przysłuchiwał rozmowie, która przebiegała nerwowo.
Laura powiedziała że nie da się tak żyć i chce zacząć nowe życie, wylatuje z Californi na stałe. Rossowi zaszkliły się oczy i zaczął płakać, Vanessa podała telefon Rossowi wyjaśniając wcześniej iż ten nic nie pamięta. Tylko dla tego Laura się zgodziła z nim porozmawiać. Rozmawiali ze sobą chwilę po czym Laura się pożegnała, na koniec mówiąc dla Rossa że wylatuje jutro w południe do Nowego Jorku i już nie zamierza wracać, przeprosiła go i się rozłączyła.
Gdy Ross rozmawiał przez telefon ja wyszedłem spytać się lekarza kiedy wypuszczą Rossa, powiedział że jutro o dziewiątej może wyjść.
-Ross mam dobre wieści jutro wychodzisz.
-To fajnie. Ej dlaczego mi nie powiedziałeś że będziesz miał bliźniaki?
-A ty skąd..? Vanessa?
-Spokojnie nikomu nie powie. nie powiesz prawda?
-Nie spokojnie.
Rozmawiali jeszcze chwilę i poszli spać, w nocy do szpitala przyszła Laura, która na szafce nocnej Rossa postawił pudełko z ich zdjęciami, piosenkami i upominkami.
Gdy obudziłem się rano na mojej szafce leżało pudełko,było w nim pełno zdjęć i tekstów, były też upominki, wisiorek i kostka do gry na gitarze. Domyśliłem się że to od Laury, odpiąłem od siebie kroplówki i przyssawki, do których byłem podłączony.
W pudełku była mapa nie wiedziałem gdzie mnie zaprowadzi ale postanowiłem się za nią udać. Wymknąłem się ze szpitala i poszedłem za mapą.
Po trzydziestu minutach marszu doszedłem do polany, na jej końcu były wysokie liście, mapa wskazywała że za nimi coś jest, rzuciłem ją na ziemię i udałem się w stronę liści, odsłoniłem je i wyłonił mi się piękny dziki wodospad, połączony z czystym jeziorem, wiedziałem co to za miejsce gdy je zobaczyłem, było to miejsce w które przychodziłem z Laurą. W tej chwili przypomniało mi się wszystko, coś mnie drgnęło i pobiegłem w stronę lotniska które znajdowało się około dwóch kilometrów stąd. Biegłem najszybciej jak mogłem wiedziałem że to jedyna okazja do tego by zatrzymać Laurę przy sobie, wbiegłem na lotnisko i pobiegłem w kierunku lotów do Nowego Jorku, nikogo tam nie było spytałem się wiec kobiety, która stała za biurkiem.
-Czy już wyleciał samolot do Nowego Jorku?
-Tak.
Nic nie odpowiedziałem wybiegłem tylko z lotniska i pobiegłem na tamtą polanę.
Widziałam jak Ross pyta tę kobietę, o samolot, wiedziałam że mu się to przypomniało i pożałowałam tego że z nim zerwałam, wybiegłam za nim i udałam się w stronę gdzie pobiegł po około pięciu minutach  biegu zobaczyłam że chłopak wbiegł do sklepu i coś kupuje, wybiegł tak samo szybko jak wszedł i pobiegł dalej, a ja oczywiście za nim. Stanął na środku pustej polany i wyjął coś z kieszeni. Był straszny wiatr, postanowiłam do niego podejść i go przeprosić, zaczęłam iść w jego stronę, gdy zauważyłam że to co wyciągnął z kieszeni było teraz przy jego skroni, był to pistolet. Zaczęłam biec jak najszybciej potrafiłam, krzyczałam ale wiatr wszystko zagłuszał.
Stałem samotnie bardzo wiało, wiedziałem że życie bez Laury to nie życie, chciałem z tym skończyć, już odbezpieczyłem pistolet i miałem strzelać, ale ktoś mnie popchnął, z taką siła jak zapaśnik. Upadłem na ziemie upuszczając broń z ręki, odwróciłem się była to Laura. Przytuliła mnie bardzo mocno aż moje ciało przeszedł ból, bo byłem okaleczony po wypadku.
-Kocham cię i żałuje że z tobą zerwałam. - powiedziała płacząc nade mną.
-Ja też cię kocham ale ty nie chcesz ze mną być więc, jeśli nie mogę żyć z tobą to wolę nie żyć.
-Ja chcę do ciebie wrócić kocham cie i też nie potrafię bez ciebie żyć.
-Lauro Morano czy zostaniesz ponownie moją dziewczyną?
-Oczywiści że tak Rossie Lynchu.
Pocałowali się namiętnie na trawie, po czym wrócili do szpitala, do wciąż śpiącej pary.

                                                                         CDN

Rozdział XXXXIX

KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ !

Vanessa wstała wcześniej niż ja bo Riker miał zaraz przyjść.
Zrobiłam dla siebie i siostry śniadanie,  jak już skończyłam  zasiadłyśmy do stołu.
- To co ? Powiesz mi co z Rossem i kim jest ten chłopak ?
- Z Rossem zerwałam, a ten chłopak to Taylor, poznałam go wczoraj.
- Kiedy, gdzie ?
- W parku.
- W parku? Poważnie ?

- Tak.
- Ma po mnie niedługo przyjść, a kiedy Riker przyjdzie?
- Zaraz będzie.
Zjadłyśmy śniadanie, posprzątałyśmy.
Po chwili zadzwonił dzwonek do drzwi.
Udałam się w ich kierunku i otworzyłam, był to Riker.
- Hej Laura.
- Cześć, wejdź.

Riker i Laura weszli do środka.
- Jak tam ? -spytał mnie Riker
- A wszystko okej- skłamałam
- Jasne... I tak Ci nie wierze.
Udaliśmy się do salonu, Riker przywitał się z moją siostrą, a ja poszłam do swojego pokoju, Taylor miał być za nie całą godzinę.

Otworzyłam szafę z ubraniami i zaczęłam wybierać.
Postanowiłam że założę czarne rurki, do tego czerwoną bluzkę i czerwony buty na koturnie.
Schodziłam na dół, gdy nagle usłyszałam rozmowę Vanessy z Rikerem. Postanowiłam podejść bliżej.
Vanessa zaczeła temat Rossa.
-  A Riker słuchaj, co z Rossem ? Trzyma się jakoś ?
- No...
- Riker ?!
- W ogóle nie wychodzi z pokoju, nic nie chce jeść, ani pić, z nikim nie chce rozmawiać  Chłopak się załamał.
- Ojej... Brak mi słów...
Załamałam się jeszcze bardziej.
Weszłam do Kuchni, zrobiłam sobie herbatę.
Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi.
- Pójdę otworzyć drzwi- powiedział Riker
- Ja pójdę - powiedziałam
- Pij herbatę, chyba nic mi się nie stanie jak otworze chociaż raz drzwi.
- No dobra.
Riker poszedł otworzyć drzwi, a ja skończyłam pić herbatę.
Otworzyłem drzwi, był to jakiś chłopak.
- Dzień Dobry, jest Laura ?
- Tak ? Poczekaj.
- Dobrze.
- Laura ! Ktoś do Ciebie !
- Idę !
Poszłam do Rikera.
- Hej Taylor ! - powiedziałam
- Cześć, idziemy ?
- Wejdź proszę i chodź ze mną jeszcze na chwile do mojego pokoju.
- Okej.
Riker wrócił do Vanessy, a ja i Taylor poszliśmy do mojego pokoju.
Gdy weszliśmy do mnie do pokoju, uwagę Taylora przyciągnęła moja tablica korkowa.
- Co to jest ?
- No tablica..
- widzę, a czyje to zdjęcia ? Czy to jest Ross ?
- Tak, dlaczego pytasz ?
- Nieważne.
- Możemy już iść. - powiedziałam
- Chodź.
Taylor wziął mnie za rękę i zeszliśmy na dół.
Trzymając się za ręce poszliśmy do kuchni.
- Vanessa ja wychodzę i nie wiem o której wrócę i czy w ogóle wrócę.
- No okej.
Wyszliśmy z domu.
- Ammm, Vanessa kim jest ten chłopak?
- Nie wiem nic o nim, ale nazywa się Taylor i Laura się z nim poznała wczoraj.
- Aha, czy tylko mi się wydaje czy on na nią leci ?
- Nie wiem, widzę  tego chłopaka pierwszy raz na oczy
- Ona ma już całkowicie na Rossa wywalone ?
- Nie wiem, nie ogarniam tej dziewuchy.
W tym samym czasie Laura i Taylor byli na spacerze, ale nagle Taylor sie odezwal.
- Masz jakieś plany na wieczór ?
- Nie mam.
- Idziemy na imprezę się wyluzować ?
- W prawdzie nie jetem w humorze ale no spoko, tylko wrócimy do mnie i się przebiore.
- Okej, a teraz chodź zapraszam Cię na lody.-uśmiechnął się.
Razem z Taylorem poszliśmy do centrum na lody.
Doszliśmy szybko do lodziarni.
- Jaki smak sobie życzysz ?
- Wszystko jedno.
- Nie ma takich, lubisz miętowe ?
- Kocham.
Taylor zamówił nam lody i zaczęliśmy jeść.
Potem poszliśmy jeszcze wzdłuż plaży.
Dwie godziny później
Udaliśmy się w kierunku mojego domu, trochę nam zajęło dojście, ale w końcu dotarliśmy.
Weszliśmy do środka, Vanessa z Rikerem właśnie gdzieś wychodzili.
- O, Hej Laura, idziemy do Rikera, a ty gdzieś wychodzisz jeszcze ?
- Tak idę na imprezę muszę odpocząć od wszystkiego.
- Dobrze, Taylor też idzie ? - spytał się mnie Riker.
- Tak, dobra idę się przebrać.
Poszłam na górę i wybrałam ubrania.
Nagle odezwał się Rik
- Słuchaj kolego, jeśli coś się jej stanie to nie chce być w twojej skórze. Rozumiesz ?
- Wyluzuj człowieku.
- Pamiętaj ! - razem z Vanessa wyszliśmy z domu.
- Taylor już idę.- krzyknęłam
- Spoko.
Zeszłam na dół i wyszliśmy z domu.
Taylor zabrał mnie do baru w którym nawet często bywałam.
- Jesteśmy na miejscu, dzisiaj ja wstawiam.
- Spoko, idziemy potańczyć ? - spytałam
- Jasne, chodź.
Zaczęliśmy tańczyć, potem poszliśmy do barmana.
- Poproszę dwa litry- odezwał się chłopak
Poszliśmy i usiedliśmy, a potem kelner nam przyniósł zamówione wcześniej dwa litry wódki i dwa kieliszki.
Taylor ciągle dolewał mi do kieliszka, ale ja miałam już dość.
- Taylor dość  !  - powiedziałam lekko pijana
- Jeszcze po jednym. Proszę.
- No okej.
Wypiłam ostatniego kieliszka, a Taylor zaczął się do mnie zbliżać i zbliżał się co raz bardziej, odepchnęłam go, a on zaczął mnie dotykać tam gdzie nie powinienem.
- Taylor przestań - krzyknęłam, na co chłopak nie zareagował tylko zaczął trzymać mnie na siłę.
Nie miałam nawet siły żeby się bronić.
Rydel,Rocky i Ell przez przypadek to zobaczyli i szybko zareagowali.
- Zostaw ją - krzyknął Rocky podbiegając do niego i pomagając się Laurze uwolnić.
Rocky przywalił mu, a  mi udało się uwolnić i jak najszybciej wybiegłam z klubu. Rydel i Ell szybko pobiegli za mną, ale niestety mnie nie dogonili.
Rydel i Ell wrócili do Rockiego.
Rocky przywalił kilka razy Taylerowi i on zgiął się w pół i wyszedł z baru.
- Gdzie jest Laura ?
- Nie zdążyliśmy jej złapać.
- zadzwoń do Rikera może Vanessa wie gdzie jest teraz Laura. - powiedziała Rydel
Rocky wyjął telefon.
Zrobiłem tak jak powiedziała Rydel.
Wybrałem numer do Rikera i zadzwoniłem.
Riker odebrał telefon.
- Brat jest może u was Laura ?
- Nie ma,co się stało ?
- No...
- Czekaj dam na głośnik, bo cię nie słyszę.
Dał na głośnik.
- Co się stało ?
- Ten koleś dobierał się do Laury !
- Kto? Jaki koleś ?
- Wysoki, szczupły brunet, była z nim w barze.
- Taylor ? ?
- Tak, chyba tak nie wiem, kurde nie ważne, ale nie wiem gdzie jest Laura.
- Zabije gnoja, zabije !!!
- Czyli nie ma u was Laury.
- No nie ma ! Idźcie do niej, może ona tam jest.
- Okej.
Riker rzucił telefonem.
Mam nadzieję że Ross nie słyszą tej rozmowy - powiedziałem do Vanessy.
- Ja też, bo on przecież go zabije.
Na nieszczęście Ross słyszał całą rozmowę, ale i tak udawał że śpi.
Jak usłyszałem to co powiedział Rocki 
nie wytrzymałem.
Riker z Vanessa poszedł spać, a ja po cichu i na resztkach sił wyślizgnąłem się z domu i chciałem iść do Laury jak najszybciej, bo dobrze wiedziałem gdzie Laura może być.
Nagle Ross stracił panowanie w nogach, zachwiał i się wywalił, uderzając głową o beton...


CDN NAJPRAWDOPODOBNIEJ JESZCZE DZISIAJ ! <3

czwartek, 19 września 2013

Zapraszam !

Wiem, że robię cały czas "reklamy" ale te osoby zasługują na nie !
Poniżej podaje linka do bloga koleżanki z klasy, naprawdę ma talent !!! <3

--> http://lovemeangin.blogspot.com/
Dziewczyna liczy na wasze szczere opinie w komentarzach ! ;)

********
Piszcie w zakładce "blogi" adresy do waszych blogów, a ja wam zrobię na stronie głównej lub w tamtej zakładce reklamę <3
Lub pod tym postem dodajcie linki do blogów. ! <3


Dziękuje !


Pozdrawiam i Dobranoc ! ;*

Rozdział XXXXVIII

KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ !


Przepraszam, że krótki jest ten rozdział, następny będzie dłóższy....


Rano obudził mnie straszny ból głowy, Riker jeszcze spał, więc nawet nie mogłem go poprosić aby przyniósł mi coś przeciwbólowego, a ja przecież sam nie pójdę bo nie mogę się ruszać. Leżąc i patrząc bezmyślnie w sufit, ciągle myślałam o Laurze i całej sytuacji.
Przecież ja ją kocham, jak nikogo innego i to nie może się tak skończyć, po co ja to w ogóle mówiłam.
- Muszę o nią zawalczyć !-krzyknąłem, tak żeby nie obudzić Rikera
Tymczasem w domu Laury i Vanessy.
Przez Rossa nie mogłam spać. Ciągle myślałam nad tym co powiedział.
Jak on w ogóle tak mógł powiedzieć?
Ja nie przeżyłabym dnia bez niego.
Kocham go nad życie i on to wie, ale ja muszę od niego odpocząć, on zachowuje się czasem jak małe dziecko i nawet ja nie umiem go przypilnować, ale potrafi też się zachować jak dorosły facet, jest bardzo opiekuńczy, ale naprawdę muszę przerwać ten związek, musimy od siebie odpocząć.
Zaczełam robić śniadanie, po chwili zeszła do mnie Vanessa, ona zauważyła że jestem trochę przygnębiona.
- Laura czy wszystko jest okej ?
- No...Może...Nie, nie jest- posmutniałam
- Co się stało ?
- Zerwałam z Rossem.- zaczęłam płakać.
- Oj, Laura. Kiedy ? Jak ?
- Przez telefon, ale po śniadaniu idę do niego powiedzieć mu to prosto w oczy.
- Laura... Dlaczego ?
- Przez te słowa co wczoraj powiedział.
- Ale to były tylko głupie słowa.
- Głupie czy nie głupie ale postanowiłam z nim zerwać
- Właśnie w tym momencie ? Kiedy jest w szpitalu ?
- Wiem, że to nie jest odpowiedni moment.
- Rób co chcesz, ja i Ci nie mogę tego zabronić.
Skończyliśmy jeść śniadanie, Vanessa położyła się na kanapie w salonie, a ja pobiegłam  do swojego pokoju, przebrałam się i udałam się do szpitala.
Po kilkunastu minutach doszłam na miejsce i szybko poszłam do Pokoju gdzie był Ross z Rikerem.
Niestety w pokoju nie zastałam Rossa ani Rikera tylko pielęgniarkę.
- Dzień Dobry, gdzie jest Ross i Riker Lynch- zapytałam
- Zostali wypisani do domu proszę pani.
- Jak to ?
- No postanowiliśmy żeby wypisać ich do domu, a pani przyjaciele są pod stałą opieka lekarza.
- Dziękuje- odpowiedziałam i poszłam w stronę domu Lynch'ów.
Ich dom był blisko, więc również szybko doszłam na miejsce.
Zapukałam, drzwi otworzył mi Riker
- O hej Laura.
- Cześć
- Dobrze, że jesteś, Ross jest kompletnie załamany.
- No to załamie się jeszcze bardziej- posmutniałam
- Laura, dlaczego w takim momencie gdy on Cię potrzebuje musisz z nim zrywać.
- Ponieważ tak postanowiłam, decyzji nie zmienię - zaczeła płakać
- Nie płacz już, wejdź. Ross jest w salonie.
- Dzięki.
Weszłam do środka, Ross leżał na kanapie w salonie i oglądał telewizje, mnie się w ogóle nie spodziewał.
- Cześć Ross.
Gdy usłyszałem jej głos, nie dowierzałem.
- Hej, Laura przywitałbym się z tobą, ale wszystko mnie boli.
- Nie ma po co, ja i tak przyszłam Ci coś powiedzieć i wychodzę.
Dobrze wiedziałem o co jej chodzi.
- Słucham Cię ?
- Ross, dobrze wiesz że Cię kocham najbardziej na świecie, ale musimy zakończyć nasz związek. Przepraszam !
- Ale...-nie dokończyłem zdania, a Laury już nie było w salonie, wybiegła z płaczem.
Rydel była w salonie i słyszała wszystko.
- Tak mi przykro Ross- podeszła do mnie i mnie przytuliła.
- Straciłem miłość swojego życia..
- Oj Ross, będzie okej...
Laura cały czas biegła, nie zwracając uwagi gdzie...
Nagle wpadła na Ellingtona i Kelly.
- Kurde babo patrz jak chodzisz - powiedział do mnie Ell
- Przepraszam.
- Lau...Laura to ty ?
- Tak
- Co się stało ? Coś z Rossem ?
- Tak..To znaczy nie...Nie wiem...
- Laura powiedz co się stało !
- Zerwałam z Rossem- zaczęłam płakać
- Dlaczego ?! - spytał z niedowierzaniem
- Sama nie wiem dlaczego to zrobiłam...Chyba muszę od niego odpocząć...
- Oj, Laura, Laura - Ell mnie przytulił, Kelly na to wszystko patrzyła...
- Umm.. Przepraszam Kelly - powiedziałam
- Nic nie szkodzi, wiem że jesteście przyjaciółmi... - powiedziała Kelly
- Tak właśnie. Cieszę się że mam tak wspaniałych przyjaciół.
- Pochlebiasz mi- Ell zaczął się śmiać
- Potrafisz poprawić humor, nawet w beznadziejnej sytuacji.
- Dzięki Ell, tobie Kelly też dziękuje za wyrozumiałość. Idę i już wam nie przeszkadzam.
- Do Zobaczenia następnym razem w innych okolicznościach - zaczęliśmy się wszyscy śmiać
Po drodze zaszłam do sklepu i kupiłam litr wódki, później poszłam do parku i zaczęłam pić.
Po tym jak wypiłam już pół litra , nagle znikąd pojawił się chłopak, był on wysokim, szczupłym brunetem o brązowych oczach..
Podszedł do mnie i zabrał mi butelkę.
- Alkohol nie jest lekarstwem ! - powiedział nieznajomy chłopak
- Kim jesteś i jakim prawem...- nie dokończyłam bo już nie miałam siły
- Jestem Taylor, a ty?
Ledwo co wykrztusiłam.
- Jestem Laura
- Ta Laura ?
- Tak...
- Picie nic ci nie da..
- Ale ja właśnie się rozstałam z chłopakiem którego kocham nadal i z którym nadal chcę być !
- To po jakiego się rozstałaś?
- Sama nie wiem  czemu...
- Umm... Brak mi słów po prostu...
- Jestem głupią idiotką...
- Przestań tak mówić
- Ale skoro taka prawda jest ?
- Nie wierzę Ci. !
- Chodź przejdziemy się..
 Razem z nowo poznanym chłopakiem przeszliśmy się po całym parku.
- Słuchaj jest już późno, jestem zmęczona...
- Odprowadzę Cię do domu, chociaż nie wiem gdzie mieszkasz - chłopak zaczął się śmiać
- Heheh, spoko, to ja ci pokaże gdzie mieszkam.
Razem z Taylorem doszliśmy do mojego domu. Vanessa stała przy oknie i się przyglądała całej zaistniałej sytuacji
- No to tu mieszkam.
- Zobaczymy się jutro ?
- Dobrze, ale mogę twój numer poprosić ?
- Jasne.
Taylor poddał numer, a Laura go zapisała.
- Wpadnę po Ciebie jutro koło godziny jedenastej okej ?
- Dobrze
Pożegnałam się z nim i weszłam do środka.
- Laura kim on jest ?
- To Taylor
- No okej, a co z Rossem ?
- Opowiem ci jutro, jestem zmęczona.. Przepraszam.
- Okej.
Udałam się pod prysznic, a potem poszłam spać...


CDN <3

Jutro z Rana napisze kolejny rozdział ! 
DOBRANOC WSZYSTKIM !





REKLAMA !

ZAPRASZAM NA BLOGI MOJEJ NAJLEPSZEJ PRZYJACIÓŁKI NA ŚWIECIE GABI. PROSZĘ O KOMENTOWANIE :D !




http://raura-love.blogspot.com/
http://r5-story-crazy-life.blogspot.com/
http://naxi-i-love-you.blogspot.com/






A TU MÓJ I GABI BLOG ! 

http://pass-me-by-r5-and-laura.blogspot.com/

Rozdział XXXXVII

KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ !

Laura całą noc płakała, bo nie wiedziała jeszcze, że z Rossem wszystko jest okej.

Cała paczka ogarnęła się i pojechali jak najszybciej do szpitala.
Dojechaliśmy po nie długim czasie na miejsce, musieliśmy jak najszybciej znaleźć Ellingtona.
Nie mogliśmy go znaleźć.
Laura wyjeła telefon i zadzwoniła do Ella.
- Gdzie jesteś ? -spytałam
- Jesteście już ?
- No raczej, stoimy przed głównym wejściem, przyjdziesz po nas ?
- Już idę.
Staliśmy przed wejściem, czekając na Ella.
Po kilku minutach Ell do nas przyszedł i razem poszliśmy do pokoju Rossa i Rikera
 - Ell, co z Rossem ?
- Sama zobaczysz, ja wole nie mówić.
- Ell ! Wszystko z nim dobrze ? - zaczęłam płakać
- Lauro, proszę uspokój się !
- Jak mam się uspokoić, skoro ty robisz ze mnie idiotkę i nie chcesz mi powiedzieć co z moim chłopakiem.
- Nie robię z Ciebie idiotki.
Weszliśmy do pokoju, Riker siedział na krześle, a Ross spał.
Vanessa rzuciła się na Rikera.
- Ała, moja ręka.
- Przepraszam kochanie !
- Nie szkodzi, mam drugą.
Riker przytulił Vanesse, a potem ją czule pocałował
Potem wszyscy się do niego przytuliliśmy.
- Ej spokojnie, jest okej.
- Co z Rossem ? Przeżyje ? - zapytałam
Riker mi nie odpowiedział, podeszłam do łóżka mojego chłopaka i się do niego przytuliłam.
 Zaczęłam płakać.
- Ross nie opuszczaj mnie, nie przeżyje jednego dnia bez Ciebie, a co dopiero całego życia, Kocham Cię.
Wszystko to co powiedziała mi na ucho Laura słyszałem bo się obudziłem jak cała gromadka weszła do pokoju.
Byłam cały czas przytulona do Rossa, nagle jego serce zaczęło bić szybciej.
- Dlaczego mam Cię opuszczać, słyszysz jak mi serce bije ? To wszystko przez Ciebie, bo Cię kocham najbardziej na świecie. - powiedziałem do mojej księżniczki.
- Ross ! -Krzyknełam
- Nie krzycz, głowa mi pęka.
- Przepraszam kochanie !
Nie mogłam w to uwierzyć, że mój blondynek żyje.
- Ellington ! Nie odzywaj się do mnie !
- Ale co ja zrobiłem? - wybuchłem śmiechem
- Jeszcze się pytasz co? Tak mnie nastraszyłeś,nie chciałeś mi powiedzieć co się z nim dzieje !
- Oj tam, oj tam.
- Ell jak wyzdrowieje to pożałujesz- powiedział Ross
- Hahaha, mam się Ciebie bać ?
- Zobaczysz !
Cały czas rozmawialiśmy.
- W sumie to kiedy wychodzisz ? - spytała Laura
- Nie mam pojęcia.
- No cóż..
- Kocham Cię Laura !
- Ja Ciebie też.
- Oh jakie to słodkie, tak słodki, że zaraz się zrzygam - powiedział i zaśmiał się Ell
- Oj grabisz, sobie grabisz Ell - powiedział Ross
W pewnym momencie do pokoju weszli rodzice Rikera i Rossa, wszyscy byliśmy w lekkim szoku, ponieważ nawet ich jeszcze o tym nie powiadomiliśmy.
- Cześć Dzieciaki.
- Dzień dobry
- Czemu mnie od razu nie poinformowaliście że mieliście wypadek ?! - spytała zdenerwowana Stormie
- No bo...- nie dokończyłem mówić, bo Riker mi przerwał.
- No bo nie chciałem was denerwować, a po za tym to jest wszystko moja wina.
- Riker przestań tak mówić, nie zaczynaj znowu tego tematu, rozmawialiśmy o tym - przerwałem mu
- Ross, proszę Cię, gdyby nie ja to nie byś był w takim stanie jakim jesteś.
- Przestań ! - krzyknąłem.
- Uspokójcie się wszyscy ! -wrzasnęła Stormie
- Gdyby nie zadzwonił lekarz, nie wiedziałabym o tym, że jesteście w szpitalu bo mieliście wypadek
- Wtedy byłoby lepiej...- powiedział Ross i z wielką trudnością odwrócił się do wszystkich plecami.
Jak się odwróciłem wszystko mnie bolało.
- Tak, oczywiście, a gdybyś zmarł ? dobrze wiesz, że marne szanse były na przeżycie, to rzeczywiście naprawdę bardzo fajnie byłoby gdybym się o tym nie dowiedziała prawda ?- wtrąciła mama i wyszła z płaczem.
- I tak byłoby chyba lepiej dla wszystkich, żądnych problemów ze mną ! - krzyknąłem
- Ross ! Jak możesz w ogóle tak mówić ? - krzyknęła Laura i ona też wybiegła.
Dopiero teraz doszło do mnie co ja tak naprawdę powiedziałem.
- Brawo Ross, brawo, straciłeś Laurę, a o rodzicach nawet nie wspomnę....- powiedział do mnie Rocky
- No to pięknie...
- Powinieneś się zastanowić nad tym co mówisz - wypaliła Rydel
- Ross czy ty nie rozumiesz, że jak byś nie przeżył tego to miałbym Cię na sumieniu ? Bo jechałeś wtedy ze mną w aucie - wypalił Riker
Zrobiło się późno, lekarz wyprosił wszystkich z pokoju i kazał iść do domu.
W pokoju zostałem tylko ja i Riker.
- Jesteś zadowolony z siebie bracie ? -zapytałem się Rossa
- Nie, bardzo żałuje tego co powiedziałem...-posmutniał
- Lepiej módl się o to żeby wszystko wróciło do normy, i żeby Laura nie miała ci za złe bo mama tobie na pewno wybaczy.
- Mam taką nadzieje.
- Wiesz co Ross ?
- Co ?
- Kocham Cię brat !
- Ja ciebie też, Przepraszam że jestem taki jaki jestem- znowu posmutniał
Riker wziął książkę i zaczął czytać.
- Ej brat, podasz mi jeszcze telefon ?
- Jasne.
Rik wstał  i poddał mi telefon.
- Dzięki.
- Nie ma za co.
Wziąłem telefon w ręce i postanowiłem zadzwonić do Laury.
Nie zdziwiłem się faktem, że ona nie odbierała.
Dzwoniłem do upadłego.
- I co?
- Nie odbiera ! a jak ona sobie coś zrobiła !?
- szczerze ? też bym nie odebrał.
- dzięki za pocieszenie.
- spróbuj jeszcze.
Wybrałem ponownie numer do Laury, w końcu odebrała.
- Czego chcesz ?!
- Chciałem...- nie dokończyłem bo mi przerwała.
- Powiem Ci tak... Jeśli uważasz, że byłoby lepiej jakbyś zginął i nikt by nie miał z tobą problemu to mnie już nie zobaczysz.
- Ale...
- TO KONIEC, NIE CHCĘ CIĘ ZNAĆ ! - rzuciła słuchawką.
- Co jest brat ? - Riker spytał nie pewnie.
- To koniec !
- Nie rozumiem ?
- KONIEC MOJEGO ZWIĄZKU Z LAURĄ !
- No to lipa...
- Tak...- odwróciłem się i zasnąłem.
Riker podszedł do brata i go przytulił.
- Będzie okej
Wróciłem na swoje łóżko, ale nie mogłem zasnąć ponieważ ono cały czas skrzypiało...


CDN <3
Wiem, jestem wredna... :)